Blog > Komentarze do wpisu
Xian i góra Hua-Shan
Pierwszy dzień w Xian spędziliśmy na poszukiwaniu śladów świetności dawnej stolicy Chin, Niestety w obrębie mórów miejskich 99,9% to nowe budynki. Drumm Tower stoi w otoczeniu szklanych budynków i Mackdonalda, a Bell Tower stanowi dekoracje ronda z 5oma pasami ruchu. Zapuszcamy się w dzielnicę islamską. Kluczymy wąskimi uliczkami, nie mając dokładnej mapy prawie sie gubimy. Mijamy wiele niezbyt higienicznie wygladających sklepów mięsnych będących charakterystycznym elementem dzielnicy, jednak zawsze gdy wyciągam aparat zeby zrobic fotkę rozlegaja sie fukania bądź wrzaski jakbym mił przeprowadzać kontrolę sanepidu. Niestety nie udaje śię nam zanleźć meczetu i gdy zaczyna sie sciemniać postanawiamy wracać. Co ciekawe im bliżej hotelu tym częściej zaczepiają nas dość wyzywająco ubrane i wymalowane kobiety. Podejżanie wygladające za dnia sklepiki z dziwną kotarką wewnątrz teraz zdradzają swoje prawdziwe przeznaczenie.
Wstajemy wcześnie żeby zdążyć na autobus na górę Huashan, jedna z 5 wielkich gór taoizmu, ale znana głównie z karkołomnego przejścia wąską kładka nad kilkusetmetrową przepaścią. My także nie z powodów religijnych odwiedzamy tę górę. Pełni nadziei na zastrzyk adrenaliny postanawiamy nie wsiadac do wagonika kolejki tylko skożystać z tak zwanej drogi rycerskiej na szczyt która według przewodnika ma być ciężka i niebezpieczna. Po kilku godzinach wspinaczki docieramy w końcu na pierwszy wieszchołek, ale wielce zawiedzeni bo nigdzie po drodze nie trafiamy na kładke z desek na którą tak liczyliśmy. Na zwiedzanie pozostałych wieszchołków nie ma już czasu. Jak się okazuje w drodze powrotnej podczas ogladana monitora zawieszonego w autokarze, nasza upragniona ścieżka znajdowała się na którymś z kolejnych wierzchołków. Chodziliśy jak struci przez kilka dni, był nawet planżeby wrócic ale po przeliczeniu kasy i czasu ta idea upadła. Dla pocieszenia powstał plan wybrania sie na Camino del Rey, zobaczymy:)
Następnego dnia z rana wymeldowujemy sie i jedziemy obejżeć Terakotową Armię. Jak można było sie spodziewac szturmują ją tłumy turystów z całego świata. Armia wygląda pięknie na zdjęciach, które są robione z miejsc gdzie żaden turysta nie może wejść, a zołnieży ogląda sie z daleka. Jedynie kilka exponatów w gablotach sczelnie otoczonych tłumem turystów z aparatami można obejżeć z małej odległości. Generalnie kolejny zabytek po grotach Longman który nas nieco rozczarował. Z Terakotowej, niemal biegiem udajemy sie po plecaki do hotelu i na stacje by kolejną noc spędzić w pociągu do Chengdu słynącego z ośrodka rozrodczego pandy wielkiej.










środa, 22 czerwca 2011, olekpieta

Polecane wpisy